*

“Jam jest Pan Bóg Twój, który dał Ci wolną wolę. I co z nią zrobiłeś?”. Taki tytuł nosi książka skazanego z AŚ Wejherowo. Słowa te uderzyły mnie, a dostępne fragmenty treści jeszcze bardziej. Zaskoczona byłam stylem oraz ‘uziemioną’ ekspresją słów pisarza.

Gdy zobaczyłam kolejny raz wystawę sztuki więziennej wokół ‘studni’ na holu WNS, byłam ciekaw co znów wykombinowali organizatorzy konferencji. Nie wiem, co mi ów ‘Bóg’, czy raczej ‘sumienie’, co traktuje się jak słowo boże wypisało na twarzy, że to cholerne więzienie łazi za mną od kiedy pamiętam. Jak chcesz poznać więźnia, to wyjdź z K. – żartują znajomi. Jeśli mam kiedykolwiek siedzieć, to już mogę – póki nie mam nic do stracenia. Tak, tylko o to chodzi, by mieć…

Dwa lata temu próbowały przekazać tą możliwość straty, słuchaczom więźniarki z Grudziądza. Do komunikacji posłużyły się teatrem. Konferencja dotyczyła wówczas praw kobiet. Wśród całej wiwatującej na stojąco audiencji na auli nie wstałam tylko ja i mój dobry znajomy. Jak zwykle rozumieliśmy się bez słów. Obydwoje zaznaliśmy zła, a u większości skazanych aktorek ujrzeliśmy poczucie niewinności, a nie winy. Szukały zrozumienia w dokonanych czynach, a wychowawczyni bezmyślnie im dopingowała. W treści spektaklu determinacja wywierana przez psychopatów na jednostki nie pokazywała winy – ewentualnie przyzwolenie za sprawą milczenia. Słusznie przekazały: Idźcie drogą prawa, zanim do nas dołączycie. Lepsze to, niż bezmyślne zabójstwo. Za to należały im się oklaski. Za dobrą pracę zresztą też. Resocjalizacja to nie łatwa sprawa, jeżeli w ogóle istnieje.

Rok temu odbyła się konferencja ku pamięci działalności Henryka Machela. Nie byłam na niej, jednak wystawa, również pań z Grudziądza, specjalnie mnie nie zauroczyła. W internecie można znaleźć lepsze amatorskie prace.

W tym roku co innego. Z początku nie chciało mi się nawet podchodzić, ale zrobiłam to. System penitencjarny działa na mnie jak magnes – na odwrót zresztą też. Tegoroczna wystawa zachwyciła mnie co najmniej trzy razy. Upodobałam sobie dwa obrazy (jeden pozytywny, ciepły i piękny, drugi okrutny, mroczny i surrealistyczny) oraz ów tekst, o którym wspomniałam na początku.

Co zrobiłeś z wolną wolą, którą Ci dałem?  – powiada Bóg do skazanego leżącego w śniegu. Pisarz dokonuje sprawozdania, spowiedzi przed własnym sumieniem, które – jak zaznaczył - odzywa się tylko raz. Przybiera ono we wspomnieniach autora stylistykę biblijną. Skazany nie jest Mojżeszem, Abrahamem, ani żadnym z tych bohaterów – to każdy z nas.

Jako trzynastolatka, bez niczyjego wpływu, ani spontaniczności nawróciłam się na neopoganizm. Spokojnie! Odeszłam od tego, a New Age’u nigdy nie lubiłam. Jedną z zasad, która ukształtowała moje obecne rozumowanie jest mimo wszystko:  Czyń swoją wolę, póki nie krzywdzisz nikogo. Wynika z tego, że jesteśmy zdeterminowani nie tylko przez prawa naturalne, prawo przyczyny i skutku, konieczność śmierci, lecz również sumienie cudze i własne. Chrześcijaństwo podaje na tacy gotowe normy moralne. Neopogaństwo stawia człowieka na równi z Bogami – razem tworzą moralność. Pisarz-skazaniec, z tego, co zdołałam przeczytać nie obwinia Boga, lecz siebie za nadużycia wobec metaprawa. Jego podejście nie wyrażało żalu za utraconym Rajem po śmierci, lecz za życia. Ten Raj można stracić nie tylko za sprawą zbrodni. Jest mnóstwo sposobów: gonitwa za sukcesem, wyścig szczurów, sztafeta po trupach, duchowa ślepota (dlaczego nikt nie skategoryzował nigdzie tej ostatniej choroby?).

Czy myślałeś kiedykolwiek o zabójstwie? Z ciekawości? Z konieczności? Co podpowiadał ci głos wewnętrzny? Strach? Przestrogę przed prawami ustanowionymi przez ludzi? Ufasz im? Mnie powiedział raz i ostatecznie: Po chuj Ci to? Nie zabijaj siebie, ani innych. Żadne z was nie jest tego warte. Mało jest zbrodni na świecie? Możesz sobie popatrzeć na inne, jak już zachodzą i uczyć się na cudzych doświadczeniach.  A wyobraźnia? Jak jesteś inteligentny, to ci wystarczy.

Wolnej woli nie ma. Operujesz na mapie, którą ci dano. Nie musisz chodzić po ścieżkach, ale nie musisz też niszczyć każdej przeszkody na drodze – też ma prawo bycia.  Wola je st autonomiczna – nawet w tym zakłamanym chrześcijaństwie. Wolna! Hahaha! Kto jest wolny? Jak?

Następnym razem, gdy podejdę do gablotki z rękopisem, potrząsnę ją tak, by zobaczyć więcej treści, bo wart jest przeczytania, a nie tylko wyeksponowania.

Co zrobiłeś ze swoją wolą?  – Nic specjalnego. Może trochę nadużyłem własnego potencjału…

Nadwyrężone stawy nie spełniają swojej funkcji.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.