Chwila świata w duchu chorwackim

mijo kovacic

Chwila świata… czyż nie kojarzy się to wyrażenie po prostu z milczeniem? Szczególnie z tym rodzajem milczenia, kiedy braknie słów na widok tak piękny, że przekraczający dotychczasowe wyobrażenia. Nie jest więc to milczenie zachowane celowo, z szacunku i o charakterze religijnym. Następuje ono wbrew woli, czasem przemienia się w niemowę. Jerzy Kosiński w książce „Malowany Ptak” pokazał jak można stracić głos ze stresu, kiedy to głównego bohatera, małego chłopca, wrzucono do latryny i jak można go odzyskać ze szczęścia. Pod wpływem silnego, spontanicznego uderzenia rzeczywistości można po prostu stracić głos.
Chwila świata to jednak nie tylko milczenie – powiedziałabym, że przeciwnie – to całkowicie inny typ komunikacji. Francuski filozof Maurice Merleau-Ponty, przedstawiciel fenomenologii oraz egzystencjalizmu, mówi o obustronnym widzeniu. Polega ono na umiejętności nie tylko patrzenia, lecz „widzenia” przy równoczesnym „byciu widzianym”. Zdolność tą połączyć należy z intuicyjną empatią, otwarciem się na świat, samoświadomością oraz świadomością perspektyw. Umysł to nie tylko zwierciadło natury, jak chciałby to Richard Rorty. Chociażby dlatego, że posiada twórczą wyobraźnię. Nie trzeba bowiem materializować swoich dzieł, żeby być artystą. Henry Miller przestał na czas jakiś pisać podczas pobytu w Grecji. Tam zrozumiał, że jest spełniony i nie potrzebuje robić tego, co dotychczas było sensem jego życia. Na szczęście odszedł stamtąd, dzięki czemu powstało „Big Sur i pomarańcze Hieronima Bosha”. Istnieją artyści życia i aż szkoda czasem, że nie oddają swojej sztuki społeczeństwu.
Mówiąc o całkowicie innym typie komunikacji nawiązuję do tytułu książki Dżiddu Krishnamurti „Całkowicie inny sposób życia”, w której to filozof mówi: „Prawda to kraina bez dróg. Żadna organizacja, żadna religia, żaden nauczyciel nie mogą do niej doprowadzić. Ludzie patrzą na świat przez pryzmat swoich myśli i swojej przeszłości. Tym samym jesteśmy niewolnikami myśli i czasu. Myśl jest zawsze ograniczona i nigdy nie odpowiada całkowicie rzeczywistości, prowadzi więc do cierpienia. Świadomość uczy odróżniania tego, co rzeczywiście jest, od tego co na ten temat myślimy i w konsekwencji do prawdziwej wewnętrznej wolności. Wszelkie autorytety, religie, ideologie powodują jedynie budowanie kolejnych fałszywych konstrukcji myślowych. Tylko świadomość i obserwacja pozwalają dostrzec ich iluzję”. Myślę, że Merleau-Ponty nie zaprzeczyłby tym słowom. Z pewnością przychylni byliby też malarze naiwni, których religijność związana jest bardziej z naturą niż Bogiem.
Mijo Kovacic, chorwacki malarz naiwny wychowany na wsi, mający melancholijne dzieciństwo ubarwiane mrocznymi baśniami matki często przedstawia chwilę świata ledwie radząc sobie z faktem, że to chwila. Świat się zmienia, rzeczywistość to nieustanny proces. Muszę przyznać, że miałam spory problem z wyborem obrazu, bo wszędzie się dzieje w ciszy skupienia ewentualnych bohaterów. Powyższy obraz nosi tytuł „Na wybrzeżu Starej Dravy”. Uznałam, że jednak muszą być obecni ludzie, bo też do tego świata należą, czynnie go przekształcając. Kovacic na tym obrazie starał się ująć codzienność. Na pierwszym planie widać pracujących rybaków, dzielących się swoim łowem. W kulturze chorwackiej wspólne posiłki, relaks i praca to bardzo ważne czynności. Często powtarzają: To co na stole, jest wspólne wszystkim, bądź: Wszystko, co domowe najlepsze. Praca decyduje o człowieku, a ma ona wymiar duchowy. Człowiek dzieli się z naturą. Wie, że za każdy podarek odwdzięczy się ona kilkakrotnie, dlatego „Sve domace najbolje”. Jeśli ktoś jest pracoholikiem to równie źle patrzy się na niego, jak na lenia. Malarz przedstawia tu to, co ceni – umiar, jaki powinna zachować ludzkość komunikująca się ze światem. Każda czynność wykonywana jest z perfekcją, uwagą i kontemplacją. Nie jest to zwykła, prymitywna znajomość natury wieśniaka. Sielankowość i obecny naturyzm związany z akceptacją siebie oraz innego sugeruje całkowite otwarcie. Obraz powstał w 1996 roku, dwa lata po oficjalnym zakończeniu wojny domowej dawnej Jugosławii. W 1995 roku, jego rodak Ante Gotovina dokonał operacji na Serbach, za którą skazano go dopiero 15 kwietnia 2011 roku w Hadze na 24 lata więzienia pod zarzutem ludobójstwa. Bratobójcza rzeź nie mogła być obojętna dla kochającego swoją ziemię Kovacica, czego skutki widać na nowszych dziełach, na przykład „Jama”. Sam artysta przyznaje, że nie potrafi się spełnić. Na prawie wszystkich obrazach występuje burza kolorów, a raczej ich „przekwit”. Odbiorca nie wie na czym zawiesić wzrok. Nie wie też jaka to pora roku, ani dnia. Obok soczystych liści kwiatów, oswojonych zwierząt, kryją się między konarami drzew, mroczne zakamarki, z których jakby coś patrzyło na zewnątrz – poza obraz. Bohaterowie obrazu są przyzwyczajeni, jednak obcemu nie łatwo jest zrozumieć ten kontrast pomiędzy fantastycznym urokiem kraju, a ichniejszą rzeczywistością, w której demon spośród konarów – wypuszczony kąpie się we krwi.
Świat przedstawiany przez Kovacica jest najbardziej przejrzysty z pozostałych chorwackich malarzy naiwnych. Jest też najbardziej pogodny – lecz tylko pozornie. Każde z poszczególnych istnień obrazu zna sytuację drzewa z dzieła „Cierpiący dąb” Nikola Vecenaja Leportinova – jednego ze znajomych omawianego malarza. W świecie tym nie ma równych, ani wyraźnych horyzontów. Na każdym obrazie Kovacica głębia obrazu nie ma końca, krajobraz na każdym planie zmienia się – czasem radykalnie. W końcu Chorwacja mieści się w dwóch strefach klimatycznych, a legenda jej powstania zdaję się prawdziwa. Otóż Bóg tworząc świat zapomniał o Chorwatach. Kiedy zwrócili się do niego z pretensją, ten oddał im resztki z całego świata, dzięki czemu powstała niezwykle zróżnicowana ziemia. Rzeczywistość „Na wybrzeżu Starej Dravy” ukazuje jak malarz przeżywa to bogactwo przyrody, jak świat wdziera się w niego i jak bardzo świadomy jest twórca jego przemian.
Trudno pisać o Mijo Kovacicu, bo ten jeszcze żyje i zadręcza się dziełem swojego życia, którego wciąż nie osiągnął. Może nastąpi to po wejściu do Unii Europejskiej, kiedy ta zabierze mu to, co po dziesięciu wiekach zaborów na chwilę zaistniało nie zdążywszy jeszcze zaleczyć ran.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.